Ciemność ....
Strach...
Samotność...
Czuje się jakbym znajdowała się w jakiejś czarnej otchłani,krzyki,które rozdzierają moją głowę.Nagle jasne światło nieprzerwana biel.Niewyraźne kształty,wszystko jest takie obce,takie czyste...
-Obudziłaś się-stała przede mną stała kobieta ubrana w biały fartuch z przyjaznym uśmiechem.
-Dzień dobry słonko jak się czujesz?-kobieta cały czas się uśmiechała.
- Dobrze nawet bardzo dobrze - szepnęłam,kobieta nachyliła się nade mną i szepnęła mi do ucha.
- Nie powiem lekarzom o twoich bliznach dlatego masz uniform z długim rękawem,ale proszę nie rób tego więcej-podniosła głowę i uśmiechnęła się smutno.
- Musisz dużo odpoczywać,zemdlałaś z powodu stresu - złapała moja rękę lekko ją przy tym ściskając i powiedziała jeszcze
-Pewien młodzieniec cały czas stoi przy drzwiach i za Chiny nie mogę go wygonić,wpuścić go ?-przytaknęłam,a kobieta otworzyła drzwi przez,które wszedł mulat,który patrzył na mnie jakby zobaczył ducha.
-Chanel,jak się czujesz?- uśmiechnęłam się do chłopaka,który był wyraźnie speszony.
-Dobrze Zayn,-brązowooki spojrzał na mnie i widać było,że chciał coś powiedzieć,ale się powstrzymał.
-Zayn nie zmuszaj się nie musisz tu siedzieć widzę,że nie lubisz szpitali.
Zayn
Patrzyłem na dziewczynę ze zdziwieniem,skąd wiedziała,że nie lubię szpitali.Ona delikatnie się uśmiechnęła i szepnęła
-Widać to jak się co chwile się krzywisz,gdy patrzysz na aparaturę.-spojrzała na mnie swoimi dużymi oczyma,dopiero zobaczyłem,że były one szarawo-niebieskie tak jak oczy Louisa.
Były piękne takie smutne....
Jezu Zayn co ty pieprzysz pamiętaj uwieźć,przelecieć,zostawić.
Dziewczyna bawiła się nerwowo rękoma.
Wyjąłem za pleców mały bukiet konwalii,Chanel spojrzała na mnie zdezorientowana,ale po chwili się uśmiechnęła.
-To dla ciebie -spojrzałem jak na jej policzki wkradł się uroczy rumieniec.
-Dziękuję-wzięła ode mnie kwiaty i delikatnie je powąchała wyglądała wtedy jak mała śliczna urocza dziewczynka
-Czemu konwalie ?-podniosła swoją głowę i spojrzała mi w oczy.
-Widziałem,że rysujesz je cały czas po zeszytach,więc myślałem,że to twoje ulubione kwiaty?-podrapałem się po karku lekko speszony.
-Miałeś rację -dziewczyna uśmiechnęła się do mnie,lecz po chwili pielęgniarka kazała mi wyjść, więc pożegnałem się z blondynką i poszedłem do domu.
Chanel
Coś sprawia,że wiem,że mnie zrani i to mocno boję się go...
******
Następny rozdział jeśli chcecie bym nie zawiesiła bloga musicie komentować
BezzyBee xoxo
czwartek, 23 kwietnia 2015
niedziela, 19 kwietnia 2015
Rozdział 4 ,,Nie chce już niczego pamiętać"
Chanel
Nie wiem kiedy zaczął padać deszcz,wszędzie była woda.
Czułam się jak wtedy 10 lat temu tej strasznej nocy.
Szybko odgoniłam od siebie te myśli,nie mogę się tym tak zabijać oni nie wrócą on też.
Starłam samotną łzę.
Przyśpieszyłam kroku za 20 min muszę być w sierocińcu bo sprawdzają pokoje.
Byłam 5 minut przed czasem więc spokojnie zdążyłam.
Weszłam do swojego pokoju,który miałam sama.
Był on najmniejszy ze wszystkich.
Mieściła się tam tylko mała kanapa, komoda i deska która służyła jako biurko.
Nie narzekałam ważne,że miałam dach nad głową.
Umyłam się i położyłam spać.
Wiedziałam,że coś jutro się stanie nie konieczne dobrego.
Zayn
Szedłem szkolnym korytarzem,patrząc jak każdy przepuszcza mnie ze strachem,a dziewczyny patrzą na mnie z pożądaniem.
Nagle zauważyłem małą blondynkę na,którą krzyczał jakiś chłopak,a po chwili spoliczkował ją.
Po chwili zobaczyłem jej twarz to była Chanel.
Zaczęło się we mnie gotować.
Podszedłem do chłopaka i pociągnąłem za koszulkę wylądował na podłodze
-Jak śmiesz skurwielu podnosić rękę na dziewczynę -walnąłem go z całej siły w nos, po chwili zaczęła się z niego lać krew on tylko starł ciecz i spojrzał na mnie z kpina.
- Serio Malik będziesz walczył o taką dziwkę? -rzuciłem się na niego i zacząłem kopać go po brzuchu.
Nagle poczułem jak czyjeś ręce biorą delikatnie moją twarz.
Była to Chanel spojrzała głęboko moje oczy.
-Nie warto -szepnęła , a następnie wstała.
Jej policzek był cały siny, a z wargi leciała krew.
Pierwszy raz było mi kogoś żal.
Dziewczyna szepnęła jeszcze ciche dziękuję i ruszyła w stronę klasy ręce jej się trzęsły
Ledwo co utrzymywała się na nogach, a po chwili upadła.Podbiegłem do niej szybko i zacząłem ja reanimować nie było już czasu.
******
Jakbym miała ocenić ten rozdział to dałabym mu 4/10 mnie nie powalił na kolana jest przeciętny....
BezzyBee xoxo
Nie wiem kiedy zaczął padać deszcz,wszędzie była woda.
Czułam się jak wtedy 10 lat temu tej strasznej nocy.
Szybko odgoniłam od siebie te myśli,nie mogę się tym tak zabijać oni nie wrócą on też.
Starłam samotną łzę.
Przyśpieszyłam kroku za 20 min muszę być w sierocińcu bo sprawdzają pokoje.
Byłam 5 minut przed czasem więc spokojnie zdążyłam.
Weszłam do swojego pokoju,który miałam sama.
Był on najmniejszy ze wszystkich.
Mieściła się tam tylko mała kanapa, komoda i deska która służyła jako biurko.
Nie narzekałam ważne,że miałam dach nad głową.
Umyłam się i położyłam spać.
Wiedziałam,że coś jutro się stanie nie konieczne dobrego.
Zayn
Szedłem szkolnym korytarzem,patrząc jak każdy przepuszcza mnie ze strachem,a dziewczyny patrzą na mnie z pożądaniem.
Nagle zauważyłem małą blondynkę na,którą krzyczał jakiś chłopak,a po chwili spoliczkował ją.
Po chwili zobaczyłem jej twarz to była Chanel.
Zaczęło się we mnie gotować.
Podszedłem do chłopaka i pociągnąłem za koszulkę wylądował na podłodze
-Jak śmiesz skurwielu podnosić rękę na dziewczynę -walnąłem go z całej siły w nos, po chwili zaczęła się z niego lać krew on tylko starł ciecz i spojrzał na mnie z kpina.
- Serio Malik będziesz walczył o taką dziwkę? -rzuciłem się na niego i zacząłem kopać go po brzuchu.
Nagle poczułem jak czyjeś ręce biorą delikatnie moją twarz.
Była to Chanel spojrzała głęboko moje oczy.
-Nie warto -szepnęła , a następnie wstała.
Jej policzek był cały siny, a z wargi leciała krew.
Pierwszy raz było mi kogoś żal.
Dziewczyna szepnęła jeszcze ciche dziękuję i ruszyła w stronę klasy ręce jej się trzęsły
Ledwo co utrzymywała się na nogach, a po chwili upadła.Podbiegłem do niej szybko i zacząłem ja reanimować nie było już czasu.
******
Jakbym miała ocenić ten rozdział to dałabym mu 4/10 mnie nie powalił na kolana jest przeciętny....
BezzyBee xoxo
piątek, 10 kwietnia 2015
Rozdział 3 ,, Bo najgorsza jest tęsknota"
Skończyłam, właśnie lekcje.
Ruszyła, w stronę domu Zayna.
Mieszkał po drugiej stronie miasta.Miałam więc trochę do przejścia.
Szłam pustą drogą wymyślając sobie różne melodie.
Do domu mulata doszłam po około 2 godzinach.
Był to mały przytulny domek, nie pasował on do jego stylu.
Nie śmiało zapukałam do drewnianej powłoki.
Drzwi otworzyła kobieta po 30 .
-Dzień dobry ja przyszłam do Zayna bo robimy razem projekt.
-Tak Zayn mówił, że przyjdziesz.Jest u siebie w pokoju pierwsze drzwi po lewej.-Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie,a ja zdjęłam trampki i ruszyłam w wskazane miejsce.
Delikatnie zapukałam i weszłam do środka mulat siedział oparty o ścianę z zamkniętymi oczami.
Odchrząknęłam cicho i poprawiłam okulary,które spadały mi z nosa.
Chłopak spojrzał w moja stronę i przewrócił oczami.
-Jak zwykle punktualnie prawda Chanel- uśmiechnął się,a ja przytaknęłam,lekko spuszczają głowę.
-Wyjęłam z mojego plecaka książki i usiadłam na podłodze.Zayn spojrzał na mnie i uśmiechnął się ukazując swoje idealne uzębienie.
- Może najpierw się lepiej poznamy?-dotknął ręką mojego,kolana,a ja ją delikatnie strzepnęłam
.-Wiesz nurtuję mnie jedno pytanie- spojrzałam w jego stronę,ale nie mogłam nic wyczytać była jak posąg z kamienia,bez uczuć- Czemu się przeprowadziłaś?
Przełknęłam gulę,która powstała w moim gardle.
Spojrzałam na chłopaka,którego tęczówki wytrwale starały się wypalić we mnie dziurę.
-Musiałam-widać nie był zadowolony moja odpowiedzią,już miał coś mówić,gdy szybko mu przerwałam zadając pytanie
- Czytałeś Przeminęło z wiatrem?-szepnęłam wyjmując stary egzemplarz z roku 1956.Chłopak tylko westchnął i wziął książkę do ręki.
Po chwili zatrzymał się na stronie tytułowej,przez chwilę się jej przyglądając.
Podniósł z nad niej wzrok i spytał mnie wyraźnie ciekawy.
-Masz brata?-poczułam jak moje oczy zachodzą mgłą łez,ale nie pozwoliłam żadnej z niej wyjść.
-Nie-szepnęłam biorąc książkę z jego rąk i chowając ja do plecaka.
-Mhm ciekawe bo w twojej książce jest Dla Chanell od kochanego brata byś spełniła marzenia.
- Nie mam,kupiłam ją w antykwariacie.-szepnęłam zamykając oczy i zaciskając delikatnie ręce w piąstki .
-Przeczytaj ją i zaczniemy wtedy robić ten projekt ja już muszę iść.-szepnęłam jąkając się przy tym.
Schowałam resztę rzeczy i ruszyłam w stronę wyjścia.
Wychodząc starłam jedną łzę,której nie powinno tam być,bo przecież pogodziłam się z tym,że go nie ma.
Prawda?
Zayn
Ta mała istotka była jedną wielką tajemnicą,a ja mam zamiar ją rozwiązać.
******
Następy rozdział uff nie za bardzo mi się podoba jest taki nuuuuudny
BezzyBee xoxo
Ruszyła, w stronę domu Zayna.
Mieszkał po drugiej stronie miasta.Miałam więc trochę do przejścia.
Szłam pustą drogą wymyślając sobie różne melodie.
Do domu mulata doszłam po około 2 godzinach.
Był to mały przytulny domek, nie pasował on do jego stylu.
Nie śmiało zapukałam do drewnianej powłoki.
Drzwi otworzyła kobieta po 30 .
-Dzień dobry ja przyszłam do Zayna bo robimy razem projekt.
-Tak Zayn mówił, że przyjdziesz.Jest u siebie w pokoju pierwsze drzwi po lewej.-Kobieta uśmiechnęła się przyjaźnie,a ja zdjęłam trampki i ruszyłam w wskazane miejsce.
Delikatnie zapukałam i weszłam do środka mulat siedział oparty o ścianę z zamkniętymi oczami.
Odchrząknęłam cicho i poprawiłam okulary,które spadały mi z nosa.
Chłopak spojrzał w moja stronę i przewrócił oczami.
-Jak zwykle punktualnie prawda Chanel- uśmiechnął się,a ja przytaknęłam,lekko spuszczają głowę.
-Wyjęłam z mojego plecaka książki i usiadłam na podłodze.Zayn spojrzał na mnie i uśmiechnął się ukazując swoje idealne uzębienie.
- Może najpierw się lepiej poznamy?-dotknął ręką mojego,kolana,a ja ją delikatnie strzepnęłam
.-Wiesz nurtuję mnie jedno pytanie- spojrzałam w jego stronę,ale nie mogłam nic wyczytać była jak posąg z kamienia,bez uczuć- Czemu się przeprowadziłaś?
Przełknęłam gulę,która powstała w moim gardle.
Spojrzałam na chłopaka,którego tęczówki wytrwale starały się wypalić we mnie dziurę.
-Musiałam-widać nie był zadowolony moja odpowiedzią,już miał coś mówić,gdy szybko mu przerwałam zadając pytanie
- Czytałeś Przeminęło z wiatrem?-szepnęłam wyjmując stary egzemplarz z roku 1956.Chłopak tylko westchnął i wziął książkę do ręki.
Po chwili zatrzymał się na stronie tytułowej,przez chwilę się jej przyglądając.
Podniósł z nad niej wzrok i spytał mnie wyraźnie ciekawy.
-Masz brata?-poczułam jak moje oczy zachodzą mgłą łez,ale nie pozwoliłam żadnej z niej wyjść.
-Nie-szepnęłam biorąc książkę z jego rąk i chowając ja do plecaka.
-Mhm ciekawe bo w twojej książce jest Dla Chanell od kochanego brata byś spełniła marzenia.
- Nie mam,kupiłam ją w antykwariacie.-szepnęłam zamykając oczy i zaciskając delikatnie ręce w piąstki .
-Przeczytaj ją i zaczniemy wtedy robić ten projekt ja już muszę iść.-szepnęłam jąkając się przy tym.
Schowałam resztę rzeczy i ruszyłam w stronę wyjścia.
Wychodząc starłam jedną łzę,której nie powinno tam być,bo przecież pogodziłam się z tym,że go nie ma.
Prawda?
Zayn
Ta mała istotka była jedną wielką tajemnicą,a ja mam zamiar ją rozwiązać.
******
Następy rozdział uff nie za bardzo mi się podoba jest taki nuuuuudny
BezzyBee xoxo
wtorek, 31 marca 2015
Rozdział 2 ,, Bo ja będę twoja głuchą melodią"
Uczniowie zaczęli wstawać co oznacza,że jest już dzwonek.
Spakowałam rzeczy i ruszyłam w stronę szafki, po rzeczy na biologie.
Nagle poczułam jak czyjaś ręką zaciska się na moim ramieniu.
Odwróciłam się przede mną stał Zayn.
Przycisnął mnie do ściany czułam jego ciepły oddech na mojej szyi,a mój puls nagle przyspieszył.
-Wołałem cie suko do mnie nie odwraca się plecami , pożałujesz tego.-syknął,jego oczy zamiast złotych były całe czarne.
-Prze praa szam nie słyszałam- zaczęłam się jąkać.
On tylko parsknął .
-A co,głucha jesteś?-Po moim policzku spłynela łza.
Wcisnął mi coś do ręki .
Był tam jego adres i godzina cicho westchnęłam opierając łzy i ruszyłam w stronę sali do biologii.
Zayn
Ta dziewczyna jest jakaś głupia, jak najszybciej chce skończyć ten projekt i mieć ją z głowy.
Poszedłem w stronę chłopaków i z każdym przybiłem z każdym piątkę.
-I co Zayn słyszałem ze robisz projekt z tą nową Cooper - Powiedział Louis a z jego ust wydobył się dym .
-Ta jakaś idiotą z niej, pewnie tylko udaje taka mała i bezbronna a tak na prawdę jest obrzydliwie bogata.
-Ta i jest głucha.-powiedział Harry i zaciągnął się szlugiem.
-Co?- spojrzałem lekko zdziwiony na chłopaka.
On tylko parsknął śmiechem i powiedział.
-Nic nie słyszy jest całkowicie głucha , słyszałem bo nauczyciele gadali,,Oj biedna ta nowa". -zaczął naśladować głos nauczycielek uśmiechając się przy tym chytrze.
-Dobra debile pamiętajcie mamy zlecenie
facet nie oddał pieniędzy wiecie co robić jutro o 23 ma być przy starych magazynach -powiedział Liam.
My tylko przytaknęliśmy , po chwili odezwał się Lou
-Stary a co ty na to mały zakład jeśli zaliczysz Cooper w ciągu 2 miesięcy damy ci Danielsa. Powiedział Lou , a ja bez zastanowienia Uścisnąłem jego dłoń .
-Umowa stoi -powiedziałem oblizałem wargę ta dziewczyna nie wie w co się wpakowała.....
*******
Przepraszam za.błędy pisałam na telefonie .Mam nadzieje ze rozdział się podobał. Następny rozdział na You are human? No I'm a Cat będzie w ten weekend
Komentujcie oraz życzę wesołych świąt i smacznego jajka
BezzyBee xoxo
Spakowałam rzeczy i ruszyłam w stronę szafki, po rzeczy na biologie.
Nagle poczułam jak czyjaś ręką zaciska się na moim ramieniu.
Odwróciłam się przede mną stał Zayn.
Przycisnął mnie do ściany czułam jego ciepły oddech na mojej szyi,a mój puls nagle przyspieszył.
-Wołałem cie suko do mnie nie odwraca się plecami , pożałujesz tego.-syknął,jego oczy zamiast złotych były całe czarne.
-Prze praa szam nie słyszałam- zaczęłam się jąkać.
On tylko parsknął .
-A co,głucha jesteś?-Po moim policzku spłynela łza.
Wcisnął mi coś do ręki .
Był tam jego adres i godzina cicho westchnęłam opierając łzy i ruszyłam w stronę sali do biologii.
Zayn
Ta dziewczyna jest jakaś głupia, jak najszybciej chce skończyć ten projekt i mieć ją z głowy.
Poszedłem w stronę chłopaków i z każdym przybiłem z każdym piątkę.
-I co Zayn słyszałem ze robisz projekt z tą nową Cooper - Powiedział Louis a z jego ust wydobył się dym .
-Ta jakaś idiotą z niej, pewnie tylko udaje taka mała i bezbronna a tak na prawdę jest obrzydliwie bogata.
-Ta i jest głucha.-powiedział Harry i zaciągnął się szlugiem.
-Co?- spojrzałem lekko zdziwiony na chłopaka.
On tylko parsknął śmiechem i powiedział.
-Nic nie słyszy jest całkowicie głucha , słyszałem bo nauczyciele gadali,,Oj biedna ta nowa". -zaczął naśladować głos nauczycielek uśmiechając się przy tym chytrze.
-Dobra debile pamiętajcie mamy zlecenie
facet nie oddał pieniędzy wiecie co robić jutro o 23 ma być przy starych magazynach -powiedział Liam.
My tylko przytaknęliśmy , po chwili odezwał się Lou
-Stary a co ty na to mały zakład jeśli zaliczysz Cooper w ciągu 2 miesięcy damy ci Danielsa. Powiedział Lou , a ja bez zastanowienia Uścisnąłem jego dłoń .
-Umowa stoi -powiedziałem oblizałem wargę ta dziewczyna nie wie w co się wpakowała.....
*******
Przepraszam za.błędy pisałam na telefonie .Mam nadzieje ze rozdział się podobał. Następny rozdział na You are human? No I'm a Cat będzie w ten weekend
Komentujcie oraz życzę wesołych świąt i smacznego jajka
BezzyBee xoxo
piątek, 13 marca 2015
Rozdział 1 ,, Proszę tylko żeby skończyła się cisza"
Budzę się z krzykiem kolejny koszmar.
Jest godzina 6:30 nie ma co już zasypiać,bo wiem że znowu obudzę się cała zalana potem.
Ubrałam się oraz wykonałam podstawowe czynności i ruszyłam w stronę stołówki.
Czuje na sobie wzrok wielu osób i mimo,że nie słyszę o czym rozmawiają to wiem ze jestem jednym z tematów.
Tak strasznie chciałabym coś słyszeć, niestety jako osoba głucha nie jestem w stanie.
Wzięłam ze tylko jabłko i poszłam do szkoły.Ruszyłam długim,szerokim korytarzem w stronę drewnianych drzwi.
Po chwili buchnęło we mnie zimne powietrze, które pozwoliło wyzwolić mój umysł na chwilę od zmartwień...Odwróciłam się w stronę budynku sierocińca,który bardziej przypominał więzienie niż miejsce dla sierot.
Po chwili ruszyłam w stronę przystanku.Usiadłam na zimnej ławce,a zimna pogoda otulała mnie kocem z mrozu i wiatru.Czekałam na powóz, który zabierze mnie do czeluści piekieł.Nie wiem ile siedziałam na ławce,znając życie minęło parę minut nim autobus podjechał,ale dla mnie to trwało wieczność.
Nie czekając wsiadłam do pojazdu. Pachniało w nim potem i alkoholem. Stare i zniszczone siedzenia nie zachęcały do tego by na nich usiąść,albo robi na nich jakąś inną czynność,niestety na inne wygody nie mogłam sobie pozwolić.
Usiadłam i wpatrywałam się w przemijający obraz płaczącego nieba,które wytwarzało co chwila nowsze łzy. Po około 15 minutach stałam już przed gmachem szkoły.
Pociągnęłam duże drzwi i weszłam do budynku. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę mojej nowej szafki. Mimo,że chodzę już do tej szkoły dwa tygodnie to dalej nie potrafię się w niej za klimatyzować,ja po prostu tutaj nie pasuje.
Wyjęła potrzebne książki i zamknęłam szafkę,odwróciłam się i zaczęłam iść korytarzem do sali,niestety przez moją spuszczoną głowę nie zauważyłam,chłopaka i wpadłam na niego.
Spojrzałam na niego jego oczy pociemniały był cały wciekły,ba to mało powiedziane to była furia przeszywająca do szpiku kości.Wyglądał jak dzikie zwierze,które ma się rzucić na swoją ofiarę.
.-Jak chodzisz sieroto!-widać,było że chłopak krzyknął co było dla mnie ledwo słyszalne.
Po tych słowach nagle poczułam,jak załamują się pode mną nogi,nie ze strachu,lecz z rozpaczy.
Chłopak kopnął moją książkę,która przeleciała przez cały korytarz.Widziałam jak inni uczniowie wykrzywiają usta w szydercze uśmiechy,lub szepcząc coś do siebie.Szybko ogarnęłam swoje myśli,jak najszybciej zabrałam swoje przedmioty i ruszyłam w stronę klasy.
Klasa była przestronnym pomieszczeniem,z wielkimi oknami,usiadłam na końcu wyglądając przez szklaną powłokę obserwując miasteczko,które budzi się do życia
Stary zegar,leniwie przesuwał wskazówki,do dzwonka została niecała minuta więc nie którzy ludzie wchodzili już do klasy.
Po chwili rozbrzmiał dzwonek,a równo z nim weszła nasza pani od angielskiego.Starsza kobieta,która zawsze miała zrobionego idealnego koka,w którym można było zobaczyć kilka siwych włosów,oraz idealnie skrojoną,oliwkowa spódnica z białą koszulą.
Pani Moor usiadła za biurkiem i zaczęła sprawdzać obecność,nagle do klasy wpadł mulat na,którego wpadłam na przerwie.Moje serce zabiło szybciej z przerażenia.
-No Pan Malik,jak miło,że odwiedził nas pan po miesiącu nieobecności,a teraz nie mam ochoty słuchać twoich wyjaśnień dlatego zajmij od razu jakieś miejsce i nie zwracaj na siebie uwagi
-Chłopak podniósł brwi i odpowiedział szybko nauczycielce
-Ależ oczywiście kochana pani Profesor.
Zaczął się rozglądać po klasie,po chwili jego wzrok zatrzymał się na mojej osobie,a na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech.
Nie nie nie nie masz tyle wolnych miejsc nie siadaj ze mną nie błagam nie.
Zaczęłam się nerwowo kręcić,gdy brunet zaczął iść w moja stronę.Zajął miejsce obok mnie i powiedział
-Miło mi Ciebie poznać skarbie-przełknęłam ślinę i uświadomiłam sobie jedną rzecz on ma na imię kłopoty...
*****
Poprawiam opowiadanie i piszę je od początku, z niewielkimi ale znaczącymi zmianami. Będzie można znaleźć je również na Wattpadzie nazywam sięna nim BezyyBeeee :) pozdrawiam
Jest godzina 6:30 nie ma co już zasypiać,bo wiem że znowu obudzę się cała zalana potem.
Ubrałam się oraz wykonałam podstawowe czynności i ruszyłam w stronę stołówki.
Czuje na sobie wzrok wielu osób i mimo,że nie słyszę o czym rozmawiają to wiem ze jestem jednym z tematów.
Tak strasznie chciałabym coś słyszeć, niestety jako osoba głucha nie jestem w stanie.
Wzięłam ze tylko jabłko i poszłam do szkoły.Ruszyłam długim,szerokim korytarzem w stronę drewnianych drzwi.
Po chwili buchnęło we mnie zimne powietrze, które pozwoliło wyzwolić mój umysł na chwilę od zmartwień...Odwróciłam się w stronę budynku sierocińca,który bardziej przypominał więzienie niż miejsce dla sierot.
Po chwili ruszyłam w stronę przystanku.Usiadłam na zimnej ławce,a zimna pogoda otulała mnie kocem z mrozu i wiatru.Czekałam na powóz, który zabierze mnie do czeluści piekieł.Nie wiem ile siedziałam na ławce,znając życie minęło parę minut nim autobus podjechał,ale dla mnie to trwało wieczność.
Nie czekając wsiadłam do pojazdu. Pachniało w nim potem i alkoholem. Stare i zniszczone siedzenia nie zachęcały do tego by na nich usiąść,albo robi na nich jakąś inną czynność,niestety na inne wygody nie mogłam sobie pozwolić.
Usiadłam i wpatrywałam się w przemijający obraz płaczącego nieba,które wytwarzało co chwila nowsze łzy. Po około 15 minutach stałam już przed gmachem szkoły.
Pociągnęłam duże drzwi i weszłam do budynku. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę mojej nowej szafki. Mimo,że chodzę już do tej szkoły dwa tygodnie to dalej nie potrafię się w niej za klimatyzować,ja po prostu tutaj nie pasuje.
Wyjęła potrzebne książki i zamknęłam szafkę,odwróciłam się i zaczęłam iść korytarzem do sali,niestety przez moją spuszczoną głowę nie zauważyłam,chłopaka i wpadłam na niego.
Spojrzałam na niego jego oczy pociemniały był cały wciekły,ba to mało powiedziane to była furia przeszywająca do szpiku kości.Wyglądał jak dzikie zwierze,które ma się rzucić na swoją ofiarę.
.-Jak chodzisz sieroto!-widać,było że chłopak krzyknął co było dla mnie ledwo słyszalne.
Po tych słowach nagle poczułam,jak załamują się pode mną nogi,nie ze strachu,lecz z rozpaczy.
Chłopak kopnął moją książkę,która przeleciała przez cały korytarz.Widziałam jak inni uczniowie wykrzywiają usta w szydercze uśmiechy,lub szepcząc coś do siebie.Szybko ogarnęłam swoje myśli,jak najszybciej zabrałam swoje przedmioty i ruszyłam w stronę klasy.
Klasa była przestronnym pomieszczeniem,z wielkimi oknami,usiadłam na końcu wyglądając przez szklaną powłokę obserwując miasteczko,które budzi się do życia
Stary zegar,leniwie przesuwał wskazówki,do dzwonka została niecała minuta więc nie którzy ludzie wchodzili już do klasy.
Po chwili rozbrzmiał dzwonek,a równo z nim weszła nasza pani od angielskiego.Starsza kobieta,która zawsze miała zrobionego idealnego koka,w którym można było zobaczyć kilka siwych włosów,oraz idealnie skrojoną,oliwkowa spódnica z białą koszulą.
Pani Moor usiadła za biurkiem i zaczęła sprawdzać obecność,nagle do klasy wpadł mulat na,którego wpadłam na przerwie.Moje serce zabiło szybciej z przerażenia.
-No Pan Malik,jak miło,że odwiedził nas pan po miesiącu nieobecności,a teraz nie mam ochoty słuchać twoich wyjaśnień dlatego zajmij od razu jakieś miejsce i nie zwracaj na siebie uwagi
-Chłopak podniósł brwi i odpowiedział szybko nauczycielce
-Ależ oczywiście kochana pani Profesor.
Zaczął się rozglądać po klasie,po chwili jego wzrok zatrzymał się na mojej osobie,a na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech.
Nie nie nie nie masz tyle wolnych miejsc nie siadaj ze mną nie błagam nie.
Zaczęłam się nerwowo kręcić,gdy brunet zaczął iść w moja stronę.Zajął miejsce obok mnie i powiedział
-Miło mi Ciebie poznać skarbie-przełknęłam ślinę i uświadomiłam sobie jedną rzecz on ma na imię kłopoty...
*****
Poprawiam opowiadanie i piszę je od początku, z niewielkimi ale znaczącymi zmianami. Będzie można znaleźć je również na Wattpadzie nazywam sięna nim BezyyBeeee :) pozdrawiam
poniedziałek, 2 marca 2015
Prolog
Woda ,otaczająca cię z każdej strony. Przelewająca się przez twoje ciało.Starasz się wypłynąć na powierzchnię lecz nie możesz. Tracisz siły,upadasz, a po chwili znikasz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)